Scars of Nepal czyli blizny Nepalu


Taki właśnie tytuł miał projekt, którym zainspirowała nas Polka od wielu lat mieszkająca w Singapurze, podróżniczka i wolontariuszka Dorota Tataruch, która wraz z mężem postanowiła w październiku 2015 roku wyruszyć do zniszczonego kwietniowym trzęsieniem ziemi Nepalu żeby udokumentować aparatem fotograficznym zniszczenia, ale przede wszystkim żeby spotkać ludzi tam mieszkających, porozmawiać i pobyć z nimi w ich nieszczęściu i co najważniejsze przekazać konkretną pomoc materialną. 

Wspólnie z Dorotą, która od kilku lat na terenie Singapuru organizowała wsparcie dla dzieci w Napalu postanowiliśmy zwrócić się do nepalskiej fundacji Sambhav Nepal, która koordynuje pomoc dla konkretnych szkół w Nepalu. W odpowiedzi Fundacja poprosiła nas o zakup 125 koców dla dzieci ze szkoły Bhairabi Primary School w wiosce Ratmate. Obliczyliśmy, że na zakup tych koców na miejscu w Nepalu potrzeba ok. 1000 $ czyli ok. 3800 zł . Postanowiliśmy w całą akcję zaangażować naszych klientów ogłaszając 10 września 2015 r. na naszym fanpageu akcję Lajkujemy dla Nepalu:
https://www.facebook.com/pg/alpinsklep/posts/?ref=page_internal 

Przez 3 tygodnie udało się wylajkować ok. 500 zł. W tym momencie postanowiliśmy, że bez względu na wynik akcji lajkowania pokryjemy całą potrzebną kwotę z zysku firmy Bomar Sport Włodzimierz Borek, która od 20 lat prowadzi Alpin-Sklep.
Na początku października 2015 r. przekazaliśmy przelewem 1000 $ na konto fundacji Sambav Nepal, a w międzyczasie Dorota z mężem dotarli do Kathmandu stolicy Nepalu do siedziby fundacji, w której czekały na nich zakupione za nasze pieniądze koce. Ich zadaniem było dostarczenie tych koców do Bhairabi Primary School w wiosce Ratmate leżącej w dystrykcie Ghorka.
Do pokonania mieli ok. 300 km krętymi i zniszczonymi drogami. 

Najpierw udaje im się zorganizować transport do Ghorka, a potem Jeepa do wioski Ratmate gdzie znajduje się szkoła. Największym problemem okazała się benzyna, a właściwie jej brak na stacjach benzynowych spowodowany reglamentacją tego paliwa w związku z kataklizmem jaki miał miejsce kilka miesięcy wcześniej. Pokonują i tą przeszkodę bo ja zwykle w takich sytuacjach funkcjonuje czarny rynek na którym co prawda dużo drożej, ale kupują niezbędną do poruszania się samochodem benzynę. W końcu po całym dniu jazdy po wertepach i bezdrożach wieczorem docierają do szkoły.
Okazuje się, że szkoła z uwagi na hinduskie święto Dasain jest zamknięta, ale zarówno nauczyciele jak i dzieci wiedzieli , że mają przyjechać goście z darami tak więc zgotowano im iście królewskie przyjęcie. Oprócz 125 koców Dorota i jej mąż za zebrane w Singapurze pieniądze zakupili książki, zeszyty, przybory szkolne oraz piłki do gry.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z tego spotkania.

Tutaj możecie zapoznać się z historią Bhairabi Primary School :
https://www.sambhavnepal.org/project/bhairabi-primary-school/

Tutaj znajdziecie zdjęcia ze strony Sambav Nepal z przekazania darów:
https://www.sambhavnepal.org/gallery/207-blanket/

Tu na blogu Doroty znajdziecie trochę zdjęć z Nepalu :
http://osmijado.blogspot.com/search/label/Nepal

Link do filmU na Discovery Chanel, w którym pokazano skutki trzęsienia ziemi w Napalu w 2015 r.
https://youtu.be/b5-KNpeCB7Y

Zapraszamy również do przeczytania krótkiej relacji z podróży do Bhairabi Primary School przesłanej e-mailem gdzie Dorota opisuje swoje wrażenia ze spotkania
z uśmiechniętymi i wdzięcznymi uczniami i nauczycielami z tej wiejskiej szkoły.

From: Dorota Tataruch 
To: Wlodzimierz Borek 
Sent: Sunday, October 18, 2015 6:08 PM

Czesc, 

Ale sukces!

W koncu udalo sie zorganizowac auto do Ghorka i potem jeepa z Ghorka do wioski, kupujac benzyne na czarno i kombinujac jak sie da. Jazda zajela caly dzien, od switu do nocy. Niby 300km, ale po takich drogach, a potem kompletnie bez drog to jest inna jazda.

Szkola byla zamknieta juz z okazji na Dasain, najwiekszego hinduskiego festiwal roku, ale powiedzieli nam, ze dzieci i tak przyjda z nami sie zobaczyc.. Przez caly czas mialam wrazenie, ze przyjedziemy tam i nie bedzie nikogo.

A oni przygotowali wielkie, oficjalne przyjecie, z przemowa, kwiatami, cale grono pedagogiczne bylo obecne, dzieci w mundurkach siedzialy przez dwie godziny i czekaly az przyjedziemy! 
Nie widzialam, zeby ktos tak sie cieszyl z kredek i nozyczek. Kupilismy tez im ksiazki (po ang i nepalsku, kilka slownikow), pilki do nogi i siatkowki. Oczywiscie koce byly gwozdziem wieczoru, ludzie przychodzili nas calowac po rekach i naprawde cieszyli sie jak dzieci. Kilku dziadkow ustawilo sie w kolejce zeby je dostac, ale nauczyciele nie pozwolili im wziac bo nie mieli dzieci w szkole. Cichutko dalimy im koce tylem i mieli miny jakby wygrali w totka.

Nie wyobrazalam sobie, ze az tak zle tam jest tym ludziom. Mieszkaja w cudownym miejscu, okolica wyglada jak raj, zielone pagorki (pagorki jak na Himalaje ;)) oni tam sa ponad chmurami, dookola pola ryzowe, proso, ptaszki spiewaja, ale sa tak odcieci od swiata, ze nie maja mozliwosci sobie z zaden sposob pomoc nie wyjezdzajac stamtad. Pozatym ponad polowa doroslych to analfabeci, wiec nawet w miescie ciezko.. A mieszkajac tam tez nie jest latwo, isc do lasu po drewno do gotowania to potorej godziny, trzeba przyniesc liscie zeby nakarmic zwierzeta, a kazda taka sprawa to chodzenie z ciezarami po tych gorach w dol i w gore.

W kazdym razie kazde dziecko dostalo koc, kredki, pisaki, dwa zeszyty, szczoteczke do zebow i nozyczki. Szkola dostala okolo 100 ksiazek, rozne przybory szkolne (cyrkle, linijki, gumki itp) i 5 pilek. Rachunki sa, posle je jak tylko jak ogarne zdjecia.

W folderze przesyłam Ci zdjecia z wreczania, zdjecia szkoly (stary budynek, popekany niesamowicie i niebezpieczny) i tymczasowy barak, gdzie cala setka dziecki tloczy sie codziennie pod daszkiem. Nie wyobrazam sobie jak oni wytrzymali pod ta blacha falista cala pore deszczowa... Namiot z chinskimi znanakami to biuro/pokoj nauczycielski, namiot obok to miejsce do jedzenia i zabawy jak pada deszcz.

Oczywisice dam je na strone Scars jak najszybciej, ale narazie musze odespac, bo przez te hece z paliwem mialam tez dodatkowa wycieczke do Indii wczoraj.

Prem jest teraz przez tydzien na wakacjach, jak wroci to doda zdjecia i info o sklepie na ich strone.

Bylo niesamowitym zaszczytem tam byc, ich wdziecznosc byla ogromna.

Pozdrawiam,

Dorota

 

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixelpixel